Majowy weekend w Stambule, to jedna z takich wypraw, kiedy chcieliśmy poeksplorować, poczuć klimat, dużo zobaczyć, poszaleć i… wiele nie wydać ;)

To też jeden z takich wyjazdów, na które decydujesz się w przeciągu dwóch minut, bo właśnie mignęła ci gdzieś oferta tanich lotów. Dopiero potem zaczynasz się zastanawiać, co ze spaniem, jedzeniem i tak dalej, i tak dalej.

Nam się poszczęściło – okazało się, że nasza koleżanka Asia, jest w Stambule na Erasmusie i zgodziła się nas przyjąć, o nocleg więc nie musieliśmy się martwić. Z resztą było nieco trudniej. Trudniej, bo na przykład wylot mieliśmy ze Lwowa na Ukrainie. Trudniej, bo lądowaliśmy w Stambule, ale na lotnisku Sabiha-Gökçen, po azjatyckiej stronie, gdzie dość trudno było dogadać się po angielsku i znaleźć odpowiedni transport do centrum miasta po stronie europejskiej.

Kebab na 1000 sposobów

Oczywiście po podróży byliśmy zmęczeni i GŁODNI. Rozpoczął się więc maraton jedzenia kebabów i dań kebabopodobnych. W sumie niczym innym się nie żywiliśmy przez te kilka dni, mimo że kebaby były dobre, a nie wyśmienite, i o wiele lepsze można zjeść np. w Rzeszowie.

Turcja słynie też ze specyficznych słodyczy. Znanej nam wszystkim chałwy, ale też baklavy – to na przykład cieniutkie ciasto filo przełożone masą z orzechów (pistacji, włoskich, laskowych), polane słodkim syropem i posypane kruszonymi orzechami, czy sucuku – czyli kiełbaski z orzechów w słodkiej otoczce. Popularne jest również lokum – przypominający galaretkę deser wyrabiany z mąki pszennej lub skrobi ziemniaczanej oraz cukru.

Niektórzy zachwycają się słodyczami tureckimi. Z nami było różnie. Mimo, że jesteśmy słodyczoholikami, na deser woleliśmy wypić świeżo wyciskany w przyulicznym straganie sok z granatów lub pomarańczy.

Zakupowe szaleństwo?

Czas przywożenia z Turcji rzeczy na handel z pewnością odszedł w niepamięć. Co prawda zaopatrzyliśmy się w kilka ciuszków z outletów (koszulki z europejskich sieciówek – 1€, dżinsy Masimo Dutti – 4€) oraz podróbki perfum za kilka euro, jednak traktowałabym to raczej jako ciekawostkę przyrodniczą, nie jakiś poważny deal. Oczywiście wiele atrakcji zakupowych oferuje Wielki Bazar, jednak o tym innym razem ;)

Będziemy jeździć na ośle

Pewnie to wynika z naszego niedouczenia i wstyd się przyznać, ale byliśmy przekonani, że po ulicach Stambułu będą chodzić osły, jeździć riksze i stare, rozlatujące się samochody. Natomiast pierwsze zetknięcie się ze Stambułem zmusiło nas do zbierania szczęki z podłogi, ponieważ trafiliśmy do bardzo bogatej dzielnicy z samochodami – Maserati, Bugatti itp., wypasionymi hotelami, lśniącymi wieżowcami – krajobrazem, którego nie uświadczysz w Polsce.

Po Stambule nie jeździliśmy na ośle, ale metrem, tramwajem, lub też przemieszczaliśmy się pieszo, ponieważ większość największych atrakcji turystycznych położonych jest w niedalekiej odległości od siebie.

Trochę więcej o zabytkach i kulturze napiszemy następnym razem. Stay tuned! ;)