Z wózkowymi zakupami w ogóle nie mieliśmy problemu. Quinny Moodd wpadł nam w oko i nie było już łażenia po sklepach czy buszowania po stronach internetowych. Jedyny dylemat mieliśmy przy wyborze kolorów. W końcu, po części z powodu braków magazynowych, stanęło na biało-czarnym Black Irony. W Quinny najbardziej spodobał nam się wygląd oraz funkcjonalność – spacerówka, gondola i doczepiany fotelik samochodowy Maxi-Cosi w jednym.

Plusy

Nasz wózek zdecydowanie najbardziej lubię za szybkie składanie i automatyczne rozkładanie. Wychodząc z Marcelinką na spacer lub zakupy nie szarpię się i nie pocę się, żeby złożyć wózek, który wyciągam z bagażnika. Co prawda nie jest on najlżejszy, ale można go przewozić w częściach, co ułatwia przenoszenie go z miejsca na miejsce.

Złożony Quinny zajmuje niewiele miejsca. Myślę, że zmieści się w każdym, nawet małym bagażniku samochodowym. W razie potrzeby ma bardzo szybko odpinane koła. Po złożeniu i zastreczowaniu nie mieliśmy żadnych problemów, żeby nadać go na lotnisku jako dziecięca spacerówka – fakt ten cieszy, zwłaszcza, że wózek dla maluszka można przewozić za darmo.

Bardzo fajne okazały się też dodatki, które można do wózka dokupić. Parasolka świetnie sprawdziła nam się latem, a z uchwytem na kubek nie rozstajemy się w ogóle – super sprawa na chłodny jesienny spacer wziąć sobie w kubku termicznym ciepłą herbatę z sokiem malinowym, a latem schłodzić się mrożonym koktajlem ;)

Ponieważ Marcelinka urodziła się w styczniu, żeby była lepiej chroniona przed mrozem i wiatrem, zdecydowaliśmy się na zakup gondoli. Dla dzieci urodzonych wiosną lub latem zastanawiałabym się nad zasadnością tego zakupu, ponieważ spacerówka Quinny powinna w zupełności wystarczyć. Rozkłada się ona na płasko, dzięki czemu dzieciątko ma wygodną pozycję. Ma lekko kolebkowy kształt i naprawdę spory daszek, który świetnie chroni przed słońcem i wiatrem. Wydaje mi się, że to w połączeniu z jakimś fajnym śpiworkiem zupełnie wystarczy dla dzieci urodzonych w cieplejszych miesiącach.

No i ostatnie, choć chyba równie ważne (szczególnie dla mojego Męża gadżeciarza) – wygląd. Wózek Quinny Moodd jest naprawdę bardzo solidnie wykonany. Eksploatujemy go dość intensywnie i jak na razie wszystkie mechanizmy świetnie działają, a po prostu wyglądające porządnie obicie wygląda na nienaruszone. Co prawda wózków Quinny pojawia się na ulicach coraz więcej, nieraz jednak słyszymy komentarze, że jedziemy jakimś spacecraftem.

Minusy

Wózek Quinny Moodd nie będzie odpowiadał każdemu – jest to typowy wózek miejski, dlatego spacery po bardziej dzikich terenach mogą być z nim uciążliwe lub nawet niemożliwe. Nie mówimy tu o krótkim podjeździe po trawniku czy porządnie uklepanej ścieżce w lesie – to przetestowaliśmy i wierzcie nam – da się ;)

To z pewnością nie jest też wózek na duże zakupy, ponieważ posiada dość mały koszyk. Mi ten fakt w ogóle nie przeszkadza, ale dla zakupoholików może być kluczowy.

No i cena. Nie jest to najdroższy wózek na polskim rynku, ale do najtańszych nie należy. Od dwóch lat jego cena jest niższa o około 500zł. Pewnie dlatego coraz ich więcej na polskich chodnikach :)

Nam ciężko byłoby wymienić nasz Quinny Moodd na inny wózek. Jest dokładnie taki, jaki jest nam potrzebny i bardzo nam się podoba. Zresztą zobaczycie na zdjęcia poniżej – czyż razem nie wyglądamy pięknie?! ;)

Marcelina: kurtka + czapka + szalik ZARA

Zdjęcia: aparat Canon 6D | obiektyw Canon EF 16-35mm f/2.8L II USM + Sigma A 50 mm f/1.4 DG HSM