Wenecję z wodą kojarzy chyba każdy. Większość kojarzy też z kanałami i pływającymi w nich gondolami. Rodzice z małymi dziećmi, powinni też kojarzyć z niezliczoną ilością mostów, którymi przechodzi się przez wspomniane wcześniej kanały. Z ogromną ilością mostów, z jeszcze większa ilością schodów.

Nie chodzi tutaj o to, żeby kogokolwiek do Wenecji zniechęcać. To jedno z najpiękniejszych miast w których byliśmy i uważamy, że TAM TRZEBA BYĆ. Jednak rodziców – fanów wózków dla dzieci czujemy się w obowiązku ostrzec. Będąc w Wenecji jeden dzień przeszliśmy przez kilkadziesiąt mostów, każdy po minimum 20 schodów, co daje kilkaset schodów do wniesienia i zniesienia wózka z „zawartością” w środku. Albo więc wybieracie się na przyjemne zwiedzanie miasta, albo na wędrówkę z balastem i ciężkim potem na czole.

Co więc robić? Albo poczekać (tylko nie za długo – Wenecja ma zostać zalana!) na dzień kiedy Wasza pociecha będzie gotowa na zwiedzanie na własnych nogach, albo tak jak my, zdecydować się na nosidło lub chustę i w ten sposób wędrować z dzieciaczkiem.

Z żalem patrzyłam na rodziców, którzy najwyraźniej nie przemyśleli wcześniej sprawy i wdrapywali się na kolejny mostek dźwigając wózek, kiedy my w tym czasie z Marcelką na plecach podziwialiśmy piękno miasta. Jestem pewna, że uniknęliśmy stresu, rozdrażnienia, kłótni i zażenowania.

Tak jak w przypadku Werony (TUTAJ), polecam zwiedzanie Wenecji poza wyznaczonymi w przewodniku trasami must see. Wędrując wąskimi uliczkami miasta mieliśmy wrażenie, jakby oprócz kilku mieszkańców nikogo w nim nie było. Dopiero gdy dotarliśmy na Plac Św. Marka zrozumieliśmy, gdzie się wszyscy podziali :) Poznanie takiego prawdziwego, nieturystycznego klimatu miasta jest czymś fantastycznym. Mimo więc pogodowego ryzyka warto udać się do Wenecji poza najgorętszym sezonem i dać się porwać miastu w wir pływających gondoli, pysznego wina, włoskich smaków i zapachów.