Nosidło Tula, to jedna z naszych najlepszych wyprawkowych inwestycji. Zabieramy je na każdy spacer, wycieczkę, zakupy… Jest to zarówno dla nas, jak i dla Marceliny, wygodny środek transportu oraz super okazja do bycia ze sobą blisko.

Nosidła zaczęliśmy używać, kiedy Marcelinka trzymała już sztywno główkę i sama siedziała, ponieważ zależało nam, alby noszenie Jej nie spowodowało żadnych negatywnych skutków. Teraz, kiedy wybieramy się na spacer, Malutka wtula się w mamusię lub tatusia i zasypia z błogą minką. Widać, że jest Jej dobrze :)

Dla nas bardzo ważne jest to, że nosząc Marcelinkę w tym nosidle, nie musimy przejmować się o zdrowie Jej plecków i bioderek, ponieważ siedzi w nim w naturalnej pozycji żabki i ma zaokrąglone plecki – tak jak w chuście. Na razie Mała ma 8 miesięcy, więc nosimy Ją z przodu. Bartek nie może się jednak doczekać, kiedy będzie Ją można nosić na plecach (skończone 12 miesięcy). Wydaje nam się, że ta pozycja będzie jeszcze bardziej wygodna. Marcelina jest bardzo ruchliwa i ciekawska. Gdy jest noszona przez nas na rękach, to wykręca się nam przodem do świata. Noszona na plecach będzie mogła wyglądać zza ramion mamy lub taty – będzie to dla niej nie lada atrakcja podczas pieszych wędrówek po wielkim świecie :)

W zestawie z nosidełkiem dostaliśmy odpinany kapturek, który często się przydaje, aby zasłonić przed wiatrem, lekkim deszczem lub po prostu jak Mała śpi – aby podtrzymać lekko kołyszącą się główkę. Dlatego nie musimy zbytnio martwić się pogodą, a także miejscem gdzie się wybieramy, bo z nosidłem można wejść wszędzie – nie straszne mu schody, wąskie, wybrukowane alejki, górskie szlaki czy piaszczyste wybrzeża (tak, jak ma to miejsce w przypadku wózka).

Dość długo zastanawialiśmy się nad wyborem naszego ulubionego wzoru. Na początku wybieraliśmy pomiędzy wzorami folkowymi a nosidłami monokolorowymi. Do momentu, kiedy trafiliśmy na ten jeden jedyny – Aperture – w aparaty, który idealnie pasuje do naszej pasji do fotografii :)