Wciąż jeszcze można spotkać się z przekonaniem, że posługiwanie się lewą ręką jest dziwactwem czy kalectwem. Często w szkole czy w domu dzieciaki nakłaniane są do tego, żeby pisać prawą ręką. Możemy nie zdawać sobie sprawy z tego, że gdy podajemy coś dziecku do ręki, zwykle kierujemy to w jego prawą stronę. Co ciekawe, większość z nas jest oburęczna – przecież tak wiele czynności wykonujemy obiema rękami naprzemiennie! To, że ktoś posługuje się lewą ręką, nie świadczy o jakiś anomaliach, a rodzina i społeczeństwo powinno wspierać w umacnianiu tej dominującej strony.

Pamiętam, jak w czasie wizyty z kilkumiesięczną Marcelką fizjoterapeuta mówił nam, żebyśmy wszystkie przedmioty podawali Jej od przodu i na środek (nie do rączki). Maluszek ma przez takie prozaiczne ćwiczenie wzmacniać swoje obie strony, rozwijać obie półkule mózgu. Jest to również ćwiczenie zalecane dla dzieci z tendencją do przechylania się i wyginania w jedną stronę.

U dzieci do 3 roku życia nie da się stwierdzić prawo czy leworęczności. Wtedy wszystko jest jeszcze na etapie kształtowania. Maluszki często posługują się obiema rączkami, przekładają przedmioty z jednej ręki do drugiej.

Mimo czasem jeszcze koślawych i niedokładnych ruchów rączkami, warto rozwijać dzieci manualnie przez przeróżne zabawy. Nasza Marcelka nie rysuje jeszcze konkretnych kształtów, a jej dzieła to raczej bazgroły, jednak kartka papieru i kolorowe kredki wywołują uśmiech na Jej buźce.

My nie mamy zamiaru ingerować w to, która ręka będzie u naszych dzieci dominująca. Taka droga pod prąd na pewno nie będzie dla nich korzystna, a może wywołać jedynie niepotrzebny stres, niepewność i brak akceptacji siebie.

A Wy, macie jakieś doświadczenia z prawo lub leworęcznością?

Dobrym pomysłem na ćwiczenie zmysłów u niemowlaka jest też zabawa kostką sensoryczną, o której przeczytasz TUTAJ.