Wybierając się na wyspę Sal (Wyspy Zielonego Przylądka), musimy mieć świadomość, że jedyną miejscowością turystyczną jest tam małe miasteczko Santa Maria. Kilka hoteli, restauracyjek i miejscowych biur podróży usytuowanych przy plaży, sklepy z pamiątkami, mały kościółek i domy mieszkalne trochę w głąb lądu oraz opustoszałe budynki i gruz na obrzeżach – ot całe Santa Maria. Atrakcji niezbyt wiele, dlatego wieczory spędzaliśmy raczej na animacjach w hotelu lub organizując sobie romantyczne spotkania na plaży, z której zresztą byliśmy bardzo zadowoleni. Ciągnęła się ona kilometrami wzdłuż wybrzeża. Piaszczysta, szeroka nieoblegana, była idealna na długie spacery.

Nasz hotel Oásis Atlântico Belorizonte usytuowany był przy plaży i około 1 km od centrum Santa Maria. Cztery gwiazdki, z pewnością przyznane są zgodnie z miejscową kategoryzacją, ponieważ hotelowi wiele brakuje do polskich standardów. Miejsca dla turystów dostępne są zarówno w głównym budynku hotelowym, jak i w bungalowach. My zakwaterowani byliśmy w tych drugich, z czego byliśmy bardzo zadowoleni, przede wszystkim ze względu na o wiele większą prywatność oraz świetną lokalizację – nasz bungalow znajdował się w pierwszej linii od plaży.

Posiłki były bardzo monotonne, alkohol w ogóle nie przypominał alkoholu i serwowany był z plastikowych butelek, natomiast bardzo pozytywnie wspominamy bar przy plaży, który nie raz ugasił nasze pragnienie.

Zaspokajanie głodu i pragnienia nie były dla nas jednak najważniejsze. Klimat miejsca, to sprawa nadrzędna, a z niego jesteśmy zdecydowanie bardzo zadowoleni.