Okres, w którym wybraliśmy się do Francji, to z pewnością nie szczyt sezonu turystycznego. Mogliśmy więc omijając dzikie tłumy potestować plaże Lazurowego Wybrzeża. Od tych popularnych, bliżej słynnego Cannes, po bardziej dzikie, skaliste, oddalone od większych ośrodków turystycznych.

Początek maja sprawił, że plażowicze to istna mieszanina. Od osób chlapiących się beztrosko w wodach Morza Śródziemnego (i z pewnością nie był to klub morsa), po przechadzających się brzegiem w puchowych kurtkach. Zadziwiająco odmienny sposób odbierania temperatury powietrza :D

Mnie osobiście plaże nie zachwyciły. Może dlatego, że pod względem miejscówek jestem naprawdę bardzo wybredna… Udało nam się znaleźć kilka kameralnych zatoczek, ale tam zejście do wody było zazwyczaj kiepskie, natomiast duże, piaszczyste plaże to nie mój klimat, ze względu na ogromne tłumy i brak cienia (dla rodzin z małymi dziećmi i kobiet w ciąży to spore utrudnienie).

Tak więc poszwendaliśmy się trochę po Lazurowym Wybrzeżu, napawając się pięknymi widokami, trochę leniuchując i mocząc nogi w dopiero „przygotowującym” się do sezonu morzu.

Mimo, że nie doświadczyliśmy plaż zalanych tłumami turystów, jesteśmy przekonani, że ta część Francji będzie odpowiadała szczególnie osobom lubiącym huczne wakacje. Knajpy, restauracje, dyskoteki, promenady, pola golfowe, kasyna i inne atrakcje rozlokowane są tutaj co krok, a w co urokliwszych miejscach znajdują się punkty widokowe. Nic więc dziwnego, że te tereny to nie odludzie. Jednym słowem – chcesz się zabawić? – jedź na Lazurowe Wybrzeże.